Dołączył: 01 Lip 2005 Posty: 270 Skąd: Festung Chicago
Wysłany: 2005-08-18, 21:10
Wegry “wrzaly” juz od 1917 roku. W styczniu 1918 roku w Budapeszcie odbyla sie wielka manifestacja antywojenna. Sytuacja aprowizacyjna ludnosci pogarsza sie z dnia na dzien, szerzyly sie dezercje w armii. Po fiasku austro-wegierskiej ofensywy nad Piava staje sie oczywistym dla wiekszosci Wegrow ze stanie z Austria w jednym rzedzie przyniesie jedynie szkody sprawie narodowej. W dzien po ogloszeniu przez Karola “Manifestu” z 16 pazdziernika 1918 roku, Wegrzy zaczeli domagac sie niepodleglosci i rozwiazania unii z Austria.
Wydaje mi sie ze na Wegrzech cieszono sie z konca wojny i rozpadu monarchii. Nikt wowczas raczej nie zdawal sobie sprawy jaka katastrofa dla Krolestwa Wegierskiego bedzie upadek monarchii.
Dlatego mysle ze ta radosc Wegrow w “CK Dezerterach” byla odzwierciedleniem autetycznej radoscia prostych wegierskich zolnierzy cieszacych sie z konca wojny i nadchodzacej niepodleglosci. Gdyby oni tylko wiedzieli ze za kilka miesiecy ich krajpograzy sie w wojnie domowej, stanie sie mniejszy o jakies 60% a 1/3 Wegrow bedzie mieszkala za granica napewno nie bylo by radosci.
Powinnismy sie cieszyc ze w “CK Dezerterach” pokazali narodowe flagi, bo film byl krecony w czasach kiedy mogli by pokazac jak wszyscy wybiegaja z tych koszar z flagami ale …czerwonymi!
Ja opieram swój sąd na książce Antoniego Kroha „O szejku i o nas” jest tam taki rozdział „Bratanki” mówiący o Węgrach, a w nim taki o to fragment:
Cytat:
Mój przyjaciel Węgier, humanista, człowiek wybitnie inteligentny, patrzy na te sprawy inaczej. Myśli o Słowacji podobnie jak Polak o Kresach. Bratysława to dla niego Pozsony, miasto koronacyjne królów węgierskich; Koszyce to Kassa, Bardiów - Bartfa, a Słowacja zwyczajnie Górne Węgry. Leżą tam w grobach jego bliscy, stoją zabytki - świadkowie dziejów jego narodu.
Rozmawiałem z nim o filmie Janusza Majewskiego „C. K. Dezerterzy". Zwrócił uwagę na fakt, który mi zwyczajnie nie przyszedł do głowy. Oto w ostatniej scenie, wyraźnie symbolicznej, żołnierze w euforii, zachłystując się wolnością biegną w słońce, a nad nimi łopoce węgierski sztandar. Wyzwolenie. Reżyser najwyraźniej nie uświadomił sobie, ani nikt mu nie podpowiedział, że jesienią 1918 roku panowała euforia, ale wśród Polaków i Czechów - dla Węgrów zaś był to jeden z najgorszych momentów w całych dziejach narodu. Nastąpił wtedy rozpad ziem Korony Świętego Stefana. Nikt wówczas nie biegał radośnie z węgierskim sztandarem, natomiast kto czuł po węgiersku, ten płakał.
Po 1918 roku, gdy zawaliły się madziarskie dążenia mocarstwowe, a Królestwo Węgier zostało drastycznie okrojone tracąc niemal dwie trzecie swego terytorium na rzecz Czechosłowacji, Rumunii, Jugosławii, Polski i Austrii, dla narodu węgierskiego nastały bardzo trudne chwile. Na drzwiach mieszkań pojawiły się porcelanowe tabliczki z napisem Nem! Nem! Soha! (Nie! Nie! Nigdy!); wisiały obok wizytówek i głosiły, jaki w domu panuje światopogląd, a więc informowały o rzeczy ważniejszej częstokroć niż brzmienie nazwiska gospodarza czy jego tytuły naukowe. W czasach stalinowskich wiele z nich wytłuczono, wiele dla bezpieczeństwa pochowano, ale jeszcze niekiedy można je zobaczyć. Łatwo na ten temat dowcipkować stojąc z boku; nietrudno przedstawiać racje Słowaków, Rusinów, Rumunów, Chorwatów, Słoweńców, którzy zgoła nie pragnęli węgierskiej opieki i starali się od niej uwolnić, a skoro im się to wreszcie udało, szaleli ze szczęścia. Można także, słusznie i naukowo, wykazać post factum nieuchronność procesów historycznych, które doprowadziły do upadku Wielkich Węgier.
Co nie zmienia faktu, że w karczmach od Tatr i przełęczy Użockiej po Adriatyk jeszcze dzisiaj można usłyszeć węgierskie przekleństwa, a na cmentarzach odczytywać węgierskie nagrobki. Około jednej trzeciej Węgrów mieszka poza granicami państwa węgierskiego. W niektórych regionach południowej Słowacji mniejszość węgierska stanowi absolutną większość, do tego stopnia, że są problemy z zapewnieniem słowackiego szkolnictwa dla słowackich dzieci, a niektórzy rekruci z tamtych stron, odsługujący wojsko daleko od domu, mogą sprawiać przełożonym duże kłopoty, a nawet być źródłem zagrożenia, skoro nie rozumieją komend.
Podobne problemy językowe występują na znacznych przestrzeniach Siedmiogrodu, obecnie w granicach Rumunii. Tam sytuacja narodowościowa jest o wiele bardziej zaogniona.
Haśek, noszący w sercu moralny sejsmograf, pisze o tym, wspominając swój powrót z Rosji do Czech przez Estonię.
Na wielkim dziedzińcu odbywa się segregowanie narodów. Jakiś pan krzyczy po niemiecku: - Obywatele Republiki Węgierskiej na lewo, Austriackiej na prawo, Czechosłowackiej do środka, Rumunii w stronę bramy! Robi się potworne zamieszanie, koło biura stoi jakiś były kadet i płacze. Pracownik Międzynarodowego Czerwonego Krzyża napiera na niego, żeby powiedział, gdzie przynależy.
Prowadzą go do biura, do mapy. Szukają tam Kolozsydru, i wreszcie okazuje się, że kadet stał się na mocy Traktatu Wersalskiego - Rumunem.
Kadet płacze jeszcze bardziej, a siostra Czerwonego Krzyża daje mu krople walerianowe na cukrze...
W dzien po ogloszeniu przez Karola “Manifestu” z 16 pazdziernika 1918 roku, Wegrzy zaczeli domagac sie niepodleglosci i rozwiazania unii z Austria.
tak, przyczym najpierw żądano jedynie zerwania unii realnej i zastąpienia jej personalną - tradycje Habsburskie były tutaj cały czas silne nawet w obliczu takiej klęski
_________________ Boże wspieraj, Boże ochroń
Nam Cesarza i Nasz Kraj...
Ja uważam, że wśród Węgrów (jak w całej monarchii) na pewno była duża frustracja, wywołana katastrofalną sytuacją gospodarczą. Tym można tłumaczyć niezadowolenie. Oczywiście, niektórzy Węgrzy łudzili się, że jak wystąpią z unii z Austrią, to Ententa się ucieszy i zostawi im cały obszar Królestwa Węgierskiego, a oni się tam sami będą rządzili. Były to jednak, rzecz jasna, mrzonki.
_________________ "Odrzucamy wszelkie totalizmy, opieramy się na kulturze łacińskiej, wyrażamy nadzieję na odrodzenie ludów w dorzeczu Dunaju, chcemy wspólnej granicy z Węgrami, chcemy monarchii."
K. u. K. Feldmarschalleutnant K. von Gross-Sanden, "Tiger von Krakau"
trudno sie dziwic ich frustracji - niektore zabrane Węgrom tereny i przyznane np. Czechosłowacji to jawna kradzież terenów czysto madziarskich
I nie tylko Czechosłowacji - popatrz na mapę etniczną Europy Środkowej z tego okresu. Sporo Węgrów zostało też w Wojwodinie, o Siedmiogodzie już nie wspomnę. Wydaje mi się, że nowo wytyczone granice Węgier niejako specjalnie nie obejmowały całego obszaru etnicznie węgierskiego. Za karę, że Węgry brały udział w wojnie po stronie państw centralnych. Było to jednak o tyle głupie, że dało potem usprawiedliwienie dla późniejszego węgierskiego rewizjonizmu.
_________________ "Odrzucamy wszelkie totalizmy, opieramy się na kulturze łacińskiej, wyrażamy nadzieję na odrodzenie ludów w dorzeczu Dunaju, chcemy wspólnej granicy z Węgrami, chcemy monarchii."
K. u. K. Feldmarschalleutnant K. von Gross-Sanden, "Tiger von Krakau"
z Siedmiogrodem był ten problem, że od terenów czysto węgierskich oddzielał ich pas terenów, gdzie przeważali Rumuni, więc tutaj wytyczenie jakiejkolwiek granicy etniczej było wręcz niemożliwe
_________________ Boże wspieraj, Boże ochroń
Nam Cesarza i Nasz Kraj...
z Siedmiogrodem był ten problem, że od terenów czysto węgierskich oddzielał ich pas terenów, gdzie przeważali Rumuni, więc tutaj wytyczenie jakiejkolwiek granicy etniczej było wręcz niemożliwe
No właśnie. Bo stworzenie odrębnej węgierskiej enklawy, otoczonej przez Rumunię, byłoby takim sobie rozwiązaniem. Sytuacja bez wyjścia. Ech, jeśli pamiętasz jedną z naszych dyskusji o Kresach, to doszliśmy mniej więcej do tego samego wniosku... W Europie Środkowej po prostu nie da się wytyczyć sprawiedliwych granic. Jest tylko jedno w pełni sprawiedliwe rozwiązanie - państwo federacyjne (bez wyraźnie odgraniczonych obszarów, na których żądzą dane narody). Pewną radą były co prawda przesiedlenia, ale to przecież nie o to chodzi...
_________________ "Odrzucamy wszelkie totalizmy, opieramy się na kulturze łacińskiej, wyrażamy nadzieję na odrodzenie ludów w dorzeczu Dunaju, chcemy wspólnej granicy z Węgrami, chcemy monarchii."
K. u. K. Feldmarschalleutnant K. von Gross-Sanden, "Tiger von Krakau"
No właśnie. I dlatego sądzę, że najlepszym rozwiązaniem w Europie Środkowej byłoby powstanie państwa federacyjnego. I, jak już pisałem, nie podzielonego na prowincje, należące do danych narodów - byłby to powrót do punktu wyjścia. Innym rozwiązaniem byłaby dominacja pewnych narodów, mających większe wpływy, tradycję, elitę itd. jednak przy pełnej swobodzie innych narodów.
Oczywiście odnosi się to do przeszłości, obecnie, po wielkich wysiedleniach w II poł. lat 40. nie miałoby to raczej sens. Choć środkowoeuropejska konfederacja państw od krajów bałtyckich po byłą Jugosławię - to byłaby jakaś alternatywa w stosunku do biurokratycznego molocha zdominowanego przez Francję i Niemcy, jakim jest UE...
_________________ "Odrzucamy wszelkie totalizmy, opieramy się na kulturze łacińskiej, wyrażamy nadzieję na odrodzenie ludów w dorzeczu Dunaju, chcemy wspólnej granicy z Węgrami, chcemy monarchii."
K. u. K. Feldmarschalleutnant K. von Gross-Sanden, "Tiger von Krakau"
Miałem pisać już o absurdalności sceny z węgierską radością pod koniec filmu- ale widzę, że już to napisane.
Wiem, że wiele postów jest z przymrużeniem oka- ale zwróćcie uwagę, że przeciętny zjadacz chleba pogląd na CK monarchię ma wyłącznie ze "Szwejka" i "CK Dezerterów". W kulturze masowej nie ma innego... Więc myślę, że prostowania nigdy dość.
Dużo już zostało tu powiedzianego o tym filmie. Ze swej strony chciałbym dodać tylko że film mi się podobał i uważam że jest lepszy niż książka na podstawie której powstał. Zdarza mi się to rzadko gdyż zwykle uważam film za gorszy od literackiego pierwowzoru.
W książce raziło mnie że autor zanadto silił się na dowcipy. Starał się być bardzo zabawny i czasami zdarzyło mu się przefajnować tj. to co miało być śmieszne stawało się głupawe. Nie znaczy to że książkę "CK Dezerterzy" uważam za złą. Mimo wspomnianych mankamentów jest całkiem dobra.
Niestety ktoś kiedyś wpadł na "genialny" pomysł by zrobić dalszy ciąg i powstało nieprawdopodobne kretyństwo "Złoto dezerterów". Wierzyć się nie chce że nakręcił to ten sam reżyser Janusz Majewski. Przypomina mnie to "Dobrego wojaka Szwejka" autorstwa Haska i kontynuację Karela Vańka - niby te same postacie i pozorna ciągłość a jaka przepaść w poziomie.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach