Odpowiedz do tematu
Poprzedni temat :: Następny temat
Meksykańska awantura
Autor Wiadomość
Franz
Admin


Dołączył: 23 Sie 2004
Posty: 1112
Skąd: Olsztyn
PostWysłany: 2005-09-12, 13:14    Meksykańska awantura Dodaj użytkownika do listy ignorowanych Odpowiedz z cytatem

Postanowiłem zabrać się za temat "Meksykańskiej awantury", czyli międzynarodowej interwencji (głownie francuskiej) w Meksyku, w czasie której to próbowano na stałe jako władcę(cesarza) tego państwa zainstalować Ferdynanda Maksymiliana.
Jest to temat dość mało znany, zatem wypada go jakoś opracować. Na początek zamieszczam dwa teksty, które z różnych punktów widzenia prezentują owe wydarzenie.

----------------------------------------


Meksykańska awantura


W cieniu tych wydarzeń [tj. reform ustrojowych - mój przyp.] rozgrywała się jedna z pierwszych, poważnych tragedii rodzinnych cesarza Franciszka Józefa: bezsensowna, nieprzemyślana politycznie, zakończona nieuniknioną klęską wyprawa arcyksięcia Ferdynanda Maksymiliana do Meksyku.
Wprawdzie w większości opracowań poświęconych temu barwnemu epizodowi dziejowemu Ferdynand Maksymilian nazywany bywa męczennikiem, ale nie bardzo wiadomo, za jaką to ideę. Raczej przypomina on spóźnionego konkwistadora, spadkobiercę hiszpańskich tradycji kolonizatorskich. Rzadko też spogląda się nań z meksykańskiego punktu widzenia - a z tamtej perspektywy był ów człowiek najeźdźcą, który otrzymał to, na co bezwzględnie zasłużył.
Wydarzenie to miało swoje szersze tło polityczne oraz uwarunkowania ideologiczne. Kiedy w drugiej połowie XIX stulecia nastąpiło ożywienie ekspansji kolonialnej potęg europejskich, doszło do całkowitego podziału tzw. Trzeciego Świata na posiadłości i sfery wpływów, wśród mocarstw kolonialnych zaś pojawiły się nowe (Stany Zjednoczone, Niemcy, potem Włochy i Japonia), zainteresowano się tym i w Austrii. Wprawdzie cesarstwo austriackie nie było potęgą morską i nie miało najmniejszych warunków po temu, aby liczyć się jako partner w walce o podział świata, niemniej w pewnych kręgach burżuazyjnych i oficerskich pojawiła się hałaśliwa propaganda za udziałem Austrii w polityce podziału świata.
Szlachetniejszą nieco odmianą działalności kolonialistycznej było organizowanie wypraw odkrywczych w stronę mało jeszcze poznanych rejonów kuli ziemskiej. Przynosiły one rozmaite efekty naukowe, a niekiedy istotnie prowadziły do wykrycia nowych, choć gospodarczo już z reguły bezwartościowych terytoriów. Taki charakter miała austriacka ekspedycja Peyera i Weyprechta w kierunku Bieguna Północnego, zorganizowana w 1872 r. na statku "Tegetthoff". Uwięziony wśród kry lodowej, dryfował ów statek przez z górą rok po wodach Oceanu Lodowatego i natknął się w północnej części Morza Barentsa na nieznany, bezludny i pokryty lodowcem archipelag. Smutny ten' ląd nazwano oczywiście Ziemią Franciszka Józefa.
Cesarz interesował się takimi przedsięwzięciami, ale nie brał czynnego udziału w ich organizacji; co najwyżej dopomagał im finansowo. Żywo natomiast zajmował się problematyką eksploracji naukowej i politycznej arcyksiążę Ferdynand Maksymilian. Nie pozostało to bez wpływu na jego losy.
Ów młodszy brat Franciszka Józefa, urodzony w r. 1832, przeszedł do historii pod imieniem Maksymiliana I, cesarza Meksyku, pierwszego i ostatniego Habsburga na tym tronie. Zanim jednak Osiągnął tę nietrwałą godność, zajmował wysokie stanowiska dworskie i wojskowe w swojej ojczyźnie. Na mocy prawa zwyczajowego był on następcą tronu w wypadku, gdyby Franciszek Józef zmarł, nie pozostawiwszy męskiego potomka. Razem się wychowywali, razem u tych samych pedagogów pobierali naukę. Identyczny system wychowawczy doprowadził jednak do odmiennych efektów i przyczyna tego stanu rzeczy tkwiła chyba w różnicy charakterów. Ferdynand Maksymilian miał naturę romantyczną, lubił poezję, bardziej marzyciel niż praktyczny działacz, nie posiadał zdolności organizacyjnych. Rozrzutny i lubiący przepych, utopił znaczną część swojego majątku w budowie pałacu Miramar pod Triestem, na malowniczym i skalistym wybrzeżu ; celem założenia parku trzeba było dowozić ziemię z dalszej okolicy, ale arcyksiążę nie liczył się z kosztami. Zrazu młodszy brat był w pełni posłuszny starszemu, a ich korespondencja świadczyła o podziwie, jaki Ferdynand Maksymilian żywił dla Franciszka Józefa. Wiadomo jednak, iż w późniejszych latach nie we wszystkich sprawach godził się z polityką cesarza. Dawał już tego dowody podczas kongresu paryskiego po wojnie krymskiej, gdy reprezentował w Paryżu monarchię austriacką, oraz podczas wojny włoskiej i bezpośrednio po niej. Miał zaś pewne rozeznanie w sprawach włoskich, skoro w r. 1857 mianowany został przez Franciszka Józefa gubernatorem Lombardii i Wenecji. Nie zbywało mu na ambicji i wysokim mniemaniu o swych kwalifikacjach. Mógł też żywić pewien żal o to, że kiedy po abdykacji greckiego króla Ottona von Wittelsbacha Anglia proponowała ów tron właśnie dla niego, Franciszek Józef odmówił, obawiając się, że urazi tym Wittelsbachów. Zaledwie ukończył 21 lat - zatem na trzy lata przed uzyskaniem pełnoletności - został mianowany głównodowodzącym austriackiej floty wojennej na Adriatyku. Chyba najistotniejszą jego ówczesną zasługą było zwrócenie uwagi na zdolności jednego z młodych kapitanów, Wilhelma von Tegetthoff, i szybkie awansowanie go. Tegetthoff dał się rychło poznać z najlepszej strony jako dzielny i utalentowany admirał.
Arcyksiążę przebywał wówczas najchętniej nad Adriatykiem, w swym pałacu Miramar, i z dużym zainteresowaniem wysłuchiwał relacji o rozmaitych wyprawach i odkryciach geograficznych, dokonywanych w owej epoce głównie przez Anglosasów. Niejednokrotnie marzył też i o tym, aby w tej działalności eksploratorskiej nie brakło bandery austriackiej. W związku z budową Kanału Sueskiego wysłał Tegetthoffa na Morze Czarne, by zdobyć bazy dla przyszłej ekspansji w tym kierunku, ale plan ten okazał się niewypałem. Jego też zapewne pomysłem było wyposażenie fregaty żaglowej "Novara" i wysłanie jej w podróż dookoła świata. Franciszek Józef akcję tę zaakceptował, doceniając jej propagandowe znaczenie. "Novara" pod dowództwem komandora Bernarda Wiillerstorfa, mając na swym pokładzie kilku uczonych, podniosła kotwicę w kwietniu 1857 r., aby powrócić do Triestu w sierpniu 1859 r., witana uroczyście przez Ferdynanda Maksymiliana. Po wojnie włoskiej Ferdynand Maksymilian wraz ze swą piękną małżonką Karoliną z rodu Coburg (córką króla belgijskiego Leopolda I, po matce wnuczką króla Francji Ludwika Filipa) przebywał bezczynnie w Miramarze. Tam też odwiedzili go w r. 1862 przedstawiciele prawicowej meksykańskiej emigracji, z zaskakującą propozycją objęcia tronu cesarskiego w Meksyku. O sytuacji wewnętrznej tego egzotycznego kraju wiedziano wówczas w Europie niewiele. Orientowano się, iż wyzwolił się spod kolonialnego władztwa Hiszpanii w 1821 r., słyszano coś niecoś o tym, że jeden z miejscowych generałów nazwiskiem Iturbide ogłosił się cesarzem, ale u władzy się nie utrzymał, gdyż krajem tym wstrząsały nieustanne rewolucje i przewroty. Jacy tam żyją ludzie, jakie są ich obyczaje, potrzeby i problemy codzienne — te rzeczy były poza sferą zainteresowań opinii europejskiej. Wydarzenia Wiosny Ludów spowodowały, że w Europie nie zajmowano się toczącą się równocześnie wojną pomiędzy Meksykiem a Stanami Zjednoczonymi, w której wyniku rozległy Teksas przyłączony został do Stanów.
Dalsze wydarzenia wewnętrzne ściągnęły jednak na ten zacofany i wyniszczony kraj interwencję europejską. Miejscowi liberałowie, na których czele stanął Benito Garcia Juarez, czystej krwi Indianin, przeprowadzili sekularyzację ogromnych dóbr kościelnych i przy okazji tej reformy narazili na straty interesy kapitału angielskiego oraz francuskiego. Wówczas Napoleon III z poparciem rządów Anglii i Hiszpanii zdecydował się na interwencję zbrojną. Była to typowa akcja kolonizatorska, jakich wiele w owym czasie przeprowadzono na terenie Azji czy Afryki. Wydawała się ona tym prostsza, że od strony Stanów Zjednoczonych, rozdartych wówczas wojną secesyjną, nie groziło żadne niebezpieczeństwo.
Kandydaturę Ferdynanda Maksymiliana na przyszłego władcę "zeuropeizowanego" Meksyku wysunęła podobno małżonka Napoleona III, cesarzowa Eugenia. Z planem tym zapoznano zaraz Franciszka Józefa, który ustosunkował się do całej akcji chłodno - ani pozytywnie, ani negatywnie. Było to na pewno błędem, bo gdyby cesarz wyraźnie odmówił, tak jak to uczynił w sprawie obsady tronu greckiego, wtedy cała sprawa nie ruszyłaby z miejsca. Natomiast gorącym rzecznikiem tego pomysłu stała się matka cesarza, arcyksiężna Zofia.
Nieznajomość kraju, ludzi, stosunków nie odgrywała w rozważaniach większej roli. Wszak Habsburgowie byli od pokoleń obznajomieni z techniką władzy i uważali się za powołanych do rządzenia rozmaitymi ludami, bez względu na ich przeszłość dziejową i język ojczysty. Zapewne przypomniano habsburskie panowanie w Hiszpanii, dawno wprawdzie wygasłe, żyjące już tylko w tradycjach dworu wiedeńskiego i podkreślano, że Meksyk zalicza się do hiszpańskiego kręgu kulturalnego. Ferdynand Maksymilian w czasie jednej ze swych podróży dotarł do Granady i był u grobu królowej Izabelli Kastylijskiej; niewykluczone, że już wówczas roiły mu się wielkie a niesprecyzowane plany.
Kiedy już poczęto budować zamki na lodzie - choć o lodzie w meksykańskim klimacie trudno mówić - fantazji nie brakło końca. Na dworze cesarza Napoleona III przemyśliwano o zjednoczeniu z Meksykiem republik środkowo-amerykańskich aż do Panamy włącznie, a nawet - czemu nie - aż do Peru. Był to plan odbudowy starego hiszpańskiego imperium, wprawdzie z Habsburgiem na tronie, ale pod francuskim kierownictwem.
Pod wpływem takich to przesłanek, nigdy na oczy nie widziawszy kraju, którego władcą miał zostać, Ferdynand Maksymilian wyraził swą zgodę. Odtąd stać się miał Maksymilianem I. Wówczas dopiero Franciszek Józef zażądał od Maksymiliana zrzeczenia się swoich praw dynastycznych w Austrii. Można to było potraktować jako zwykłą formalność, skoro Maksymilian był bezdzietny, ale w rzeczywistości świadczyło o pogorszeniu się stosunków między braćmi. Maksymilian wprawdzie ten warunek spełnił, ale nie bez protestu, złożonego nawet na piśmie, w którym podkreślił, iż zrzeczenie się praw dynastycznych zostało na nim wymuszone. Poróżniwszy się w ten sposób z Franciszkiem Józefem, wsiadł w kwietniu 1864 r. na statek i odpłynął do Meksyku.
Wojna trwała tam bez przerwy. Francuski korpus interwencyjny pod dowództwem marszałka Bazaine (Anglicy i Hiszpanie szybko się z tej niepewnej akcji wycofali) zdobył stołeczne miasto Meksyk, wprowadzając na tron Maksymiliana. Juarez wycofał się na północ, nie zaprzestając partyzantki. Panowanie cesarza Meksyku opierało się tylko na armii francuskiej, która pacyfikowała niepokorną ludność i w dodatku za interwencję kazała sobie dobrze płacić.
Nie przeszkadzało to Maksymilianowi snuć planów w skali światowej. Spodziewał się rychłego zwycięstwa Stanów Południowych w wojnie secesyjnej i liczył w dalszym toku na ich poparcie. Oczyma duszy widział się już władcą Nowego Świata od Meksyku aż po Gujanę i Peru, gdy natomiast sąsiednim cesarstwem Brazylii władałby jego młodszy brat, arcyksiążę Ludwik Wiktor. Były to rojenia nierealne dla wszystkich, ale nie dla człowieka, który uważał się za prawnuka i spadkobiercę cesarza Karola V, władcy, w którego państwie słońce nigdy nie zachodziło.
Na realnym gruncie działo się znacznie gorzej. Cesarz nie zjednał sobie żadnych zwolenników. Odmówiło mu poparcia nawet duchowieństwo katolickie, które oczekiwało od Maksymiliana zwrotu majątków skonfiskowanych uprzednio przez Juareza. Tymczasem Stany Zjednoczone, uporawszy się z wojną secesyjną, zyskały wolną rękę i zażądały od Francji wycofania korpusu ekspedycyjnego z Meksyku. Jego tam obecność naruszała doktrynę prezydenta Monroego, streszczoną w zwięzłym twierdzeniu: Ameryka dla Amerykanów. Maksymilianowi ziemia usuwała się spod nóg. Pominął jednak milczeniem propozycję Bazaine'a, by ewakuować się razem z jego korpusem.
W tej sytuacji jego małżonka Karolina powróciła do Europy, aby upraszać o pomoc zbrojną czy finansową dla męża. Skutkiem tego uniknęła losu Maksymiliana, ale swego zadania nie spełniła. Okazało się, że nawet najwyższe koneksje dynastyczne nie mają większej wartości praktycznej. Audiencje u Napoleona III i u papieża nie przyniosły żadnego efektu, o pomocy ze strony Austrii nie można było nawet marzyć. Franciszek Józef nie wierzył w powodzenie akcji swego brata i traktował ją jeszcze chłodniej niż na początku. Nieszczęsna kobieta uległa wówczas niespodziewanemu i ostremu atakowi schizofrenii. Po ewakuacji francuskiego korpusu posiłkowego Maksymilian próbował utrzymać się w Meksyku własnymi siłami. Była to zupełna mrzonka. Niepopularny, nieznany wręcz miejscowemu społeczeństwu, do tego niebogaty, stracił resztę wojska i terytorium. Oddziały Juareza otoczyły go w warownym Queretaro i tam też, w maju 1867 r., skutkiem zdrady załogi Maksymilian dostał się do niewoli. Rychło postawiono go przed miejscowym trybunałem rewolucyjnym i skazano na karę śmierci przez rozstrzelanie.
Wyrok wykonany został 19 VI 1867 r.; w ostatnich chwilach swojego życia niefortunny ów zdobywca zachował się z godnością. Ta sama fregata "Novara", którą ongiś Maksymilian wyprawiał w podróż dookoła świata, na której pokładzie udawał się później do Meksyku na podbój połowy Ameryki, obecnie odwiozła jego ciało do zamku Miramar. Stamtąd przewieziono trumnę do Wiednia i złożono ją w podziemiach kościoła Kapucynów. Franciszek Józef ogłosił żałobę i zrezygnował z planowanej w tym czasie podróży dyplomatycznej do Paryża; nie odłożył natomiast wyjazdu na polowanie do Ischl. Innych skutków politycznych smutny finał awanturniczej wyprawy nie wywołał.

-----
Tekst ten jest fragmentem książki "Franciszek Józef I" autorstwa Stanisława Grodziskiego.

--------------------------------


Cesarz


W czerwcu 1867 r. w meksykańskiej twierdzy Queretaro rozgrywał się ostatni akt pewnego dramatu. Maksymilian Ferdynand Habsburg, arcyksiążę austriacki i cesarz Meksyku, uwięziony przez zwycięskich republikanów, oczekiwał na wykonanie wyroku śmierci.

Na kilka godzin przed zaplanowaną egzekucją do celi dostojnego więźnia wkroczył nieoczekiwany gość. Baron Gagern, osobisty adiutant wodza republikanów, prezydenta Benito Juareza, przybył z ofertą ocalenia monarchy. Ten wszakże, po zapoznaniu się z ceną, jaką miałby zapłacić za uratowanie życia, uznał ją za nazbyt wygórowaną...

Od czasu uzyskania niepodległości w 1821 r. Meksykiem wstrząsały liczne wojny, przewroty i rewolucje. Kraj pustoszyły armie obcych państw oraz rodzimych, skłóconych ze sobą stronnictw. W 1864 r. cesarz Francji Napoleon III, którego wojska również zaangażowały się w kolejną z 'meksykańskich awantur', wystąpił z ciekawą inicjatywą. Uznał, że rozdzierane wewnętrznymi konfliktami państwo, będące dotąd republiką, zjednoczy i nada mu należny splendor tylko osoba własnego monarchy. Koronę Cesarstwa Meksyku ofiarowano austriackiemu arcyksięciu Maksymilianowi Habsburgowi.

Wydawało się, że idea padła na podatny grunt w kraju od lat nękanym anarchią. Zorganizowany naprędce plebiscyt dał Maksymilianowi miliony głosów poparcia. Gromadnie opowiedziało się za nim stronnictwo konserwatystów wraz z tradycyjnymi sojusznikami - Kościołem i indiańskim chłopstwem. Cesarz Maksymilian chciał być oświeconym monarchą, kochanym przez swój lud. W imię pokoju i pojednania zaproponował szereg kompromisów.

Niestety, stronnictwo liberalnych republikanów, pod wodzą Benito Juareza, odrzucało wszelkie porozumienie. Głosiło hasło walki z monarchią, Kościołem oraz z obcą okupacją, za którą uznało władzę Maksymiliana.

Istotnie, monarchię wspierały wojska francuskie, austriackie oraz ochotnicy z wielu krajów. Jednak i w szeregi jej przeciwników tłumnie napływali cudzoziemcy, głównie ze Stanów Zjednoczonych. W 'meksykańskich awanturach' nie brakło też Polaków - ponad dwa tysiące biło się za sprawę cesarza, kilkuset wsparło Juareza. Wszakże po obu stronach walczyła i poległa przede wszystkim ogromna liczba Meksykanów. Zarówno konserwatywni monarchiści, jak i liberalni republikanie na swój sposób rozumieli powinność wobec Ojczyzny i patriotyzm.

Dawne konflikty nie tylko nie wygasły, ale nabrały wyjątkowo brutalnego charakteru. Obie walczące armie postępowały z równą zaciętością. Normalną praktyką było rozstrzeliwanie schwytanych jeńców. Wojsko liberałów, stronnictwa w znacznej mierze spenetrowanego przez masonerię, paliło katolickie świątynie, mordowało księży i zakonników. Idea pojednania została pogrzebana pod stosem ponad stu tysięcy trupów.

W marcu 1867 r. francuscy sojusznicy Maksymiliana, znużeni przedłużającą się wojną, postanowili wycofać swe siły interwencyjne. Przy cesarzu pozostali tylko meksykańscy konserwatyści, niewielkie oddziały austriackie oraz garść ochotników, w tym Polacy. Małżonka monarchy, Charlotta, wyjechała do Europy szukać pomocy.

Zaledwie trzy miesiące później główne siły Maksymiliana, oblężone w Queretaro, skapitulowały. Cesarz dostał się do niewoli. Powołany przez zwycięzców trybunał wojskowy w pośpiechu skazał go na śmierć. Zupełnie nieoczekiwanie otrzymał ofertę ocalenia głowy.

Przywódca republikanów i nowy władca kraju, prezydent Juarez, był wysokiego stopnia masonem. Adeptów tego tajnego stowarzyszenia obowiązuje 'braterstwo' i zasada 'wspierania się'. Do Juareza dotarła pogłoska, iż Maksymilian również jest 'bratem' wolnomularskiej loży. Wysłał tedy do Queretaro swego adiutanta, barona Gagerna. Ten zaoferował więźniowi możność ucieczki, drogą morską, do Europy. Wystarczyło jedynie potwierdzić, słowem honoru, członkostwo w masonerii.

Od 1738 r. wstąpienie w szeregi wolnomularstwa (masonerii), tajnej sekty intrygującej przeciw Kościołowi i cywilizacji chrześcijańskiej, automatycznie powoduje popadnięcie katolikaw stan ekskomuniki. Stanowisko to Kościół konsekwentnie podtrzymuje od blisko trzech stuleci. Łącznie na przestrzeni stuleci ideologia oraz zbrodnicze działania masonów doczekały się ponad 400 oficjalnych potępień ze strony Watykanu.

Maksymilian Ferdynand Habsburg nie był wolnomularzem. Kiedyś usilnie namawiano go do wstąpienia w szeregi tajnego bractwa; nagabywali go o to nawet niektórzy członkowie rodziny... Stanowczo odmówił. Cesarz Maksymilian mógł być niefortunnym władcą, kiepskim politykiem, pechowym wodzem. Z całą pewnością był jednak prawym katolikiem, człowiekiem honoru. Nie chciał ratować życia za cenę wyrzeczenia się Wiary. Wysłannik Juareza odjechał z niczym.

19 czerwca 1867 r. w twierdzy Queretaro strzelcy trzech plutonów egzekucyjnych zajęli pozycje. Wraz z cesarzem umierali dwaj przywódcy meksykańskich konserwatystów, generałowie Miramon i Mejia. Skazani, przygotowani na śmierć przez ojca Fishera, ginęli z godnością, nie pozbawioną szczypty czarnego humoru.

- Czy to rozstrzeliwanie bardzo boli? - cesarz żartobliwie zagadnął Miramona. Stary żołnierz doskonale wczuł się w nastrój monarchy:

- Nie wiem, Wasza Wysokość. Jak dotąd, nie byłem jeszcze rozstrzelany...

Cesarzowa Charlotta daremnie kołatała u bram rozlicznych dworów, z błaganiem o pomoc. Europejscy monarchowie nie szczędzili wprawdzie słownych deklaracji i słów otuchy, jednak niespieszno im było angażować się w niebezpieczne i niepewne przedsięwzięcie. Mieli własne problemy i własne interesy.

Charlottę ogarnęło przerażenie. Bezsilnie patrzyła, jak niedawni sojusznicy i przyjaciele odwracają się teraz plecami do sprawy jej męża. Otwierała się przed nią otchłań pozbawionej nadziei rozpaczy, równie wielkiej, jak tylko samotność pogrążonej w bólu kobiety.

Na wiadomość o śmierci męża popadła w obłęd.

-----
Autorem tekstu jest Andrzej Solak
Tekst pochodzi z http://www.wandea.org.pl/cesarz.html

_________________
W sprawie kontaktu z administratorem
Przejdź na dół
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
3703639
Pudelek
Premier
Seine Apostolische Majestät


Dołączył: 11 Kwi 2005
Posty: 1927
Skąd: Księstwo Pszczyńskie
PostWysłany: 2005-09-12, 14:05     Dodaj użytkownika do listy ignorowanych Odpowiedz z cytatem

no cóż...

tekst pierwszy jest w miarę (podkreślam "w miarę") obiektywny. drugi jest wyraźnie pisany "po prawicowemu" (hasło o "zbrodniczej działalności masonów" szczerze mnie rozbawiło Twisted Evil) lecz są tam ujęte pewne fakty, których zabrakło w pierwszym.

z pewnością celem Francji nie było dawanie szczęścia Meksykanom, ale realizacja własnych interesów, choć pomysł wprowadzenia na czoło państwa monarchy miał kilka plusów - niejednokrotnie monarchowie cementowali i jednali narody, tak też można było sądzić i w tym przypadku.
czytałem, że na początku Maksymilian cieszył się nawet umiarkowanym poparciem wśród Meksykanów - cieszył się Kościół, konserwatyści ale i zwykli ludzie, żywiąc nadzieję, że w koncu nastąpi pokój. jak wiemy - przeliczyli się. czy Maksymilian dobrze zrobił, że nie opuścił Meksyku wraz z żoną? z punktu widzenia honoru - dobrze. w końcu był koronowanym monarchą tego państwa, a więc walczył do końca.
nie wiem za bardzo jaki postawiono zarzut Maksymilianowi - za zdradę państwa sądzić go nie podobna, bo to absurd - monarcha jako tako nie moze byc zdrajca, bo za skrajnymi przypadkami paktowania z wrogiem i działania na niekorzyść państwa. w tym przypadku mozna mowic o paktowaniu z wrogiem Juareza i zdradą idei Juareza, a nie Meksyku.

a co do masonerii - nie wiem czy faktycznie za członkostwo w loży grozi ekskomunika - masonem był np. Stanisław August Poniatowski, a ekskomunikowany jakoś nie został.

_________________
Boże wspieraj, Boże ochroń
Nam Cesarza i Nasz Kraj...
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
CK Tiger
Premier
A.E.I.O.U.


Wiek: 16
Dołączył: 10 Lis 2004
Posty: 1669
Skąd: Festung Krakau
PostWysłany: 2005-09-12, 14:13     Dodaj użytkownika do listy ignorowanych Odpowiedz z cytatem

Jak bym to miał skomentować, to powiem tak: prawda leży pośrodku tych dwóch tekstów. Grodziski pisał swój tekst w czasach komuny i jej pacyfistycznego antykolonializmu, więc wątpliwe, żeby mógł, nawet gdyby chciał, bronić Maksymiliana. Jak dla mnie, trochę za bardzo stara się przedstawić go jako nawiedzonego głupca w głową w chmurach. Z kolei panowie z Wandei i tych środowisk są trochę nawiedzeni i przeginają pod pewnymi względami w drugą stronę; uważam, że z kolei oni za bardzo próbują przedstawić Maksymiliana jako chrześcijańskiego rycerza bez skazy. Choć z tą masonerią pewnie mają rację.

_________________
"Odrzucamy wszelkie totalizmy, opieramy się na kulturze łacińskiej, wyrażamy nadzieję na odrodzenie ludów w dorzeczu Dunaju, chcemy wspólnej granicy z Węgrami, chcemy monarchii."

K. u. K. Feldmarschalleutnant K. von Gross-Sanden, "Tiger von Krakau"
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
Franz
Admin


Dołączył: 23 Sie 2004
Posty: 1112
Skąd: Olsztyn
PostWysłany: 2005-09-12, 20:50     Dodaj użytkownika do listy ignorowanych Odpowiedz z cytatem

Ja się właściwie z Grodziskim zgadzam. Cała ta kampania ma w sobie zbyt dużo romantyzmu i awanturnictwa pokroju Garibaldiego niż przemyślanego działania.
Idealny temat dla poszukiwaczy sensacji, bohaterów, męczenników itp.
Problem w tym, że warto na ten temat spojrzeć nie jak na kino akcji, ale na realne działanie polityczne, które było wyjątkowo nieudolne. Dziwny to też mariaż Ancient Regime i Bonapartyzmu.
Sądzę, że Maksymilian był fantastą i dla jego dobra byłoby lepiej by nie robił z siebie marionetki francuskiej.

_________________
W sprawie kontaktu z administratorem
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email Odwiedź stronę autora
 
Numer Gadu-Gadu
3703639
Stonewall
Żołnierz

Dołączył: 27 Lis 2007
Posty: 27
Skąd: Kraina Żeromskiego
PostWysłany: 2008-07-20, 11:00     Dodaj użytkownika do listy ignorowanych Odpowiedz z cytatem

Drodzy Forumowicze!
Osoby zainteresowane uzyskaniem większego zasobu informacji na temat interwencji zbrojno-politycznej Europejczyków w Meksyku w latach 60 XIX wieku zapraszam na poniższą stronę internetową:
http://www.historycy.org/index.php?showtopic=11918&st=0
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość
F Machalica
Minister
Leutnant i.d.R.


Wiek: 61
Dołączył: 21 Wrz 2007
Posty: 947
Skąd: Czech Republik
PostWysłany: 2008-08-01, 08:07     Dodaj użytkownika do listy ignorowanych Odpowiedz z cytatem

Wczoraj a dzisiaj na CT2 leci dokument o Maksmilianie z piora znanego historika J. Pernesa. Link tutaj: http://www.ceskatelevize.cz/program/39934234105-mexicke-dobrodruzstvi-maxmiliana-habsburskeho-cesta-k-trunu.html
i
http://www.ceskatelevize.cz/program/30024234324-mexicke-dobrodruzstvi-maxmiliana-habsburskeho-cesta-na-popraviste.html

_________________
Jak sie ludzie chca porozumiec, to brak jezyka nieprzeszkadza.
Powrót do góry
Zobacz profil autora Wyślij prywatną wiadomość Wyślij email
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Oznacz temat jako nieczytany

Skocz do:  

Powered by phpBB modified v1.9 by Przemo © 2003 phpBB Group

 

Historia www.fahnen.republika.pl